poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Kuchenna złość

Nie ukrywam, że część przepisów zamieszczonych na tym blogu pochodzi ze znanych blogów kulinarnych. Sporo czytam, analizuję, mam też pewne pojęcie o doborze składników, więc patrząc na przepis jestem w stanie wyobrazić sobie, czy z tej mąki będzie chleb.

Część przepisów odrzucam ze względu na porażającą zawartość tłuszczu, cukrów lub innych niekoniecznie zdrowych składników, ale czasem jest też tak, że przepis wygląda dobrze,  a potem wychodzi z niego jakaś katastrofa - i nie mam tu na myśli katastrofy wynikającej z błędów kucharza.
Bo oczywiście zdaję sobie sprawę, że i od umiejętności gotującego sporo zależy, ale niektóre rzeczy są tak proste, a przepisy - przynajmniej w teorii - tak precyzyjne, że i największy kuchenny analfabeta powinien sobie z nimi poradzić.

Na swoim blogu staram się zamieszczać przepisy sprawdzone (niektóre wielokrotnie) i przetestowane przez innych. W mojej kuchni powstaje znacznie więcej potraw, niż przepisów zamieszczonych na blogu, a to właśnie dlatego, że jeśli coś mi nie smakuje, to nie podaję tego dalej. Drażnią mnie też przepisy nieprecyzyjne i niedokładne - umieszczanie tego rodzaju wynurzeń mija się z celem.

Niestety dziś po raz kolejny wybrany przeze mnie przepis okazał się porażką - pal licho stracone składniki, nie pierwszy i nie ostatni raz, sztuka wymaga w końcu poświęceń. Zastanawiam się tylko czemu takie przepisy znajdują się w ogóle na renomowanych i znanych blogach. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ale pewne zasady są bezwzględne - potrawy powinny mieć JAKIŚ smak.

Bylejakości i nijakości mówię nie!
Ale jutro też jest dzień i kolejna próba - mam nadzieję, że tym razem wyjdzie mi coś dobrego (na pocieszenie) i że będę mogła się z Wami podzielić na blogu jakimś smakołykiem!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz